poniedziałek, 2 listopada 2020

ciecierzycowe kotlety



Lubię jedzenie w postaci kotleta bo jest wygodne do jedzenia. Można samego, widelcem, albo w bułkę. Kotlety mięsne są nudne. W końcu są tylko z mięsa (mogą myć dodatki oczywiście, ale główny składnik ten sam).

Ciekawie więc jest zrobić jakieś warzywne smażenie.


Akurat byłam u rodziców i mogłam się jakoś przyczynić do dnia. Tata zaproponował jakąś cielęcinę, ale z moim doświadczeniem kulinarnym wiedziałam co już zrobię - coś conajmniej wegetariańskie.


Tym razem znalazłam przepis na kwestii smaku.

Oceny bardzo dobre więc co może pójść źle...




To co zwykle mi wychodzi źle w kotletach.


Zrobiłam niby podwójny przepis (na oko), bo miałam 400gramowy słoik ciecierzycy.

Kaszę umyłam kilka razy i ugotowałam. Mniej więcej 2/3 kubka kaszy na 2 te same kubki wody. Mały ogień, aż wchłonie wodę.

Chick peas opłukałam i trochę zblendowałam (miało być trochę, dla tekstury czy coś...). Dodałam kaszę i znowu trochę blenderem.


Następnie czas na cebulę, która mi się przypaliła, bo obierałam czosnek.

Wzięłam jedną dużą i 2 małe cebule. Czosnki chyba 5, ale małe dość ząbki.

Przyprawy to dość dużo soli, pieprz, i po 2 łyżeczki papryki słodkiej, oregano, kurkuma, i jedna łyżeczka ostrej. Nie miałam kminu, ale to chyba nie było przyczyną czemu nie wyszły kotlety...

Na koniec 2 jajka i trochę bułki tartej.


Wszystko dałam do jednej miski i już całkiem zblendowałam, bo nie chciało mi się mieszać.

Ogólnie dość śmierdziało i nie było za dobre na surowo, ale jak usmażyłam to było znacznie lepiej.


W ogóle nie chciało się lepić. Może jakby było więcej bułki tartej.


Najlepsza część to to co się bardziej przysmażyło na brązowo.

Ogólnie smak dobry.

gdzie jestem dokąd zmierzam

Odkryłam na nowo tego bloga i trochę tęsknię za przeszłością ngl Dużo się stało od tamtego czasu. Przerwałam studia, zaczęłam inne, wróciłam...